Dziecko wewnątrz mnie, moje wewnętrzne dziecko, więcej nie chce grać samo.
Pierwej sadzali je na maneżu, dawali grzechotki wyruszali do kuchni.
I wyglądali z rzadka zza drzwi – sprawdzali.
Siedzi? Siedzi. Bawi się? Bawi.
I wracali do swoich zajęć.
Potem kupowali mu książki, albo kostki, albo konstruktora.
Jakieś lale, ciężarówki jakieś, zestawy kolorowych maszynek, albumy i farby.
Ono umie grać samo. Ono umie o siebie zadbać.
Tak? Co mówicie? Takie samodzielne dziecko?
Tak, tak. Nie mogli wyjść z podziwu.
Dziecko wewnątrz mnie bardzo powiozło.
Ono od razu wiedziało, że są czasy kiedy trzeba umieć grać samemu z sobą.
Rozpatrywać deseń na kobiercu i na tapetach.
Czytać litery w ciszy, poruszając wargami.
Rozumieć miłość i śmierć.
Bać się tego i owego.
Chcieć tego i owego.
Siadywać nad rozbitym korytem.
Nad niedopitą butelką.
Z papierosem na balkonie.
W łzach na łóżku.
W cudzym mieście na dworcu.
W szpitalnym korytarzu.
Moje wewnętrzne dziecko opanowało prawie wszystkie gry, ale więcej nie chce grać samo.
Ono więcej nie chce!
Bo przecież gdzieś mogą być jeszcze inne dzieci!
1 комментарий:
przejmujące ,ale zarazem piękne:)
pozdrawiam:)Piotr
Отправить комментарий